Śpiąca królewna i królewicz XXI w.
Człowiek większość swojego czasu przesypia. I nie chodzi tu tylko o typowe rozumienie tego określenia.
W pierwszym odcinku serialu You główny bohater patrzy z daleka na codzienne życie swojej miłości (kursywa nie jest tu przypadkowo, jednak nie o tym dzisiaj). Widzi, jak zamiast skupić się na pisaniu, dziewczyna imprezuje, spotyka się z fałszywi przyjaciółkami (które obsypuje drogimi prezentami) i z chłopakiem-dupkiem czy poświęca sporo czasu na media społecznościowe.
Zamiast prowadzić ciekawe życie, kreuje je, pozwalając, by te zbędne czynności zajmowały większość jej dnia. Po prostu przesypia swoje życie.
XXI w. to zbieranina wszelkiego rodzaju dodatków, które mają nas odciągnąć od głównego smaku, smaku naszych decyzji, uczuć, relacji. Obserwujemy życie innych, bo łatwiej powiedzieć: ona/on ma łatwiej, a ja nigdy nic nie osiągnę, więc chociaż popatrzę. Spędzamy dużo czasu na przeglądanie sklepów internetowych, bo galerie handlowe to zło (tylko czemu potrafią zajmować mniej czasu niż przeglądanie sieci? i przy okazji można wstąpić do biblioteki* czy iść do lekarza). Śledzimy fora internetowe z wątpliwą treścią (niestety z roku na rok to coraz większa wylęgarnia trolli*). Rozmawiamy więcej przez Messengera (i podobne aplikacje) niż na spotkaniach przy kawie. Oglądamy masę seriali i filmów na różnych portalach streamingowych.
Świat wirtualny to największy rozpraszacz w historii. Bo daje wiele (możliwości - np. pisarskich czy naukowych), ale odbiera jeszcze więcej.
Nasz czas.
Przed erą boomu mediów społecznościowych i całego Internetu ogólnie, moim zdaniem, więcej wiary pokładaliśmy w nasze myśli, uczucia, przeżycia, siłę rąk i psychiczną energię. Nawet jeśli była nuda pt. patrzę w sufit, to w końcu z tych nudów coś się wymyśliło.
W obecnych czasach gotowanie, sprzątanie, spędzanie czasu z bliskimi, własny rozwój, nauka... wydają się czymś zbędnym... bo trzeba przescrollować tablicę. Powrzucać milion zdjęć. Napisać do paru znaczących osób, bo może coś ugramy.
Jak nie dać się zwariować? To trudne, bo nie powstrzymamy postępu. Jednak możemy ŚWIADOMIE decydować, co wybieramy.
Każdy z nas to zagadka, którą trzeba rozpracować. Musimy obserwować, co nam pomaga, a co nam szkodzi. Portal społecznościowy wysysa z nas optymizm..? Ograniczmy korzystanie, albo nawet skasujmy konto. Spędzamy długie godziny na oglądaniu TV...? Poprośmy kogoś bliskiego, by wyciągał nas z domu albo... poszukajmy inspiracji w TV i tam znajdźmy jakieś hobby, które nas odciągnie od gapienia się w ekran.
I jak, Drogi Czytelniku, ile tak naprawdę jest rozpraszaczy w Twoim życiu...?
Może warto zainwestować w chociaż jedno postanowienie noworoczne i obudzić się z tego letargu?
Najlepszego w 2020 roku!
XOXO
W pierwszym odcinku serialu You główny bohater patrzy z daleka na codzienne życie swojej miłości (kursywa nie jest tu przypadkowo, jednak nie o tym dzisiaj). Widzi, jak zamiast skupić się na pisaniu, dziewczyna imprezuje, spotyka się z fałszywi przyjaciółkami (które obsypuje drogimi prezentami) i z chłopakiem-dupkiem czy poświęca sporo czasu na media społecznościowe.
Zamiast prowadzić ciekawe życie, kreuje je, pozwalając, by te zbędne czynności zajmowały większość jej dnia. Po prostu przesypia swoje życie.
XXI w. to zbieranina wszelkiego rodzaju dodatków, które mają nas odciągnąć od głównego smaku, smaku naszych decyzji, uczuć, relacji. Obserwujemy życie innych, bo łatwiej powiedzieć: ona/on ma łatwiej, a ja nigdy nic nie osiągnę, więc chociaż popatrzę. Spędzamy dużo czasu na przeglądanie sklepów internetowych, bo galerie handlowe to zło (tylko czemu potrafią zajmować mniej czasu niż przeglądanie sieci? i przy okazji można wstąpić do biblioteki* czy iść do lekarza). Śledzimy fora internetowe z wątpliwą treścią (niestety z roku na rok to coraz większa wylęgarnia trolli*). Rozmawiamy więcej przez Messengera (i podobne aplikacje) niż na spotkaniach przy kawie. Oglądamy masę seriali i filmów na różnych portalach streamingowych.
Świat wirtualny to największy rozpraszacz w historii. Bo daje wiele (możliwości - np. pisarskich czy naukowych), ale odbiera jeszcze więcej.
Nasz czas.
Przed erą boomu mediów społecznościowych i całego Internetu ogólnie, moim zdaniem, więcej wiary pokładaliśmy w nasze myśli, uczucia, przeżycia, siłę rąk i psychiczną energię. Nawet jeśli była nuda pt. patrzę w sufit, to w końcu z tych nudów coś się wymyśliło.
W obecnych czasach gotowanie, sprzątanie, spędzanie czasu z bliskimi, własny rozwój, nauka... wydają się czymś zbędnym... bo trzeba przescrollować tablicę. Powrzucać milion zdjęć. Napisać do paru znaczących osób, bo może coś ugramy.
Jak nie dać się zwariować? To trudne, bo nie powstrzymamy postępu. Jednak możemy ŚWIADOMIE decydować, co wybieramy.
Każdy z nas to zagadka, którą trzeba rozpracować. Musimy obserwować, co nam pomaga, a co nam szkodzi. Portal społecznościowy wysysa z nas optymizm..? Ograniczmy korzystanie, albo nawet skasujmy konto. Spędzamy długie godziny na oglądaniu TV...? Poprośmy kogoś bliskiego, by wyciągał nas z domu albo... poszukajmy inspiracji w TV i tam znajdźmy jakieś hobby, które nas odciągnie od gapienia się w ekran.
I jak, Drogi Czytelniku, ile tak naprawdę jest rozpraszaczy w Twoim życiu...?
Może warto zainwestować w chociaż jedno postanowienie noworoczne i obudzić się z tego letargu?
Najlepszego w 2020 roku!
XOXO
Gdańszczanka
(z pasji i urodzenia)
* biblioteka mieści się w galerii Manhattan we Wrzeszczu
* nie chodzi tu w żadnym wypadku o skandynawskie trolle
Komentarze
Prześlij komentarz