Słowo na niedziele

Piękna wiosna zawitała do Wielkiej Metropolii.
Trochę nadąsana (sobota - pogodowe Karaiby.. oczywiście w wersji pomorskiej..., niedziela - raczej jesiennie), jednak bliższa niż jeszcze miesiąc temu.
W korporacjach to czas... rolet. Kto nie pracował w szklanych dom.. znaczy biurowcach, nie zrozumie. No offense, guys!
To codzienna walka ze słońcem, którego przecież nasze organizmy są tak spragnione po szarówce. Korposzczurki w tym czasie wyrabiają mięśnie (na siłowni też, tzw. wiosenny zryw następuję - bo wiesz, takie czasy, takie trendy, na Tinderze trzeba wyglądać) na zasuwaniu i odsuwaniu tego całego ustrojstwa.
Kto by pomyślał, że człowiek zatęskni za zwykłym, najzwyklejszym w świecie biurem, bez klimy, bez dobrego widoku z okna... Dobra, tu mnie macie. 
Do pewnych standardów człowiek szybko się przyzwyczaja. Do niektórych nawet za szybko, bo przecież bez wielu rzeczy można żyć, dobrze żyć!
Pomimo braku wojny, czasy są trudne, wymagające. Ale nie pod względem fizycznym, a psychicznym, duchowym.
Pojawił się zawód coach, czyli osobisty trener (jedni się śmieją, drudzy korzystają - kto ma rację, trudno rzec, wszystko dla ludzi), sporo ludzi korzysta z porad psychologów/terapeutów czy czyta książki o różnych aspektach psychologii (szczęście, motywacja, stosunki międzyludzkie itp. itd.). 
Kiedy człowiek ma zapewnione podstawowe potrzeby, zaczyna skupiać się na tych wyższych (hierarchia potrzeb Maslowa - ciocia Wikipedia wytłumaczy, don't worry).
Czasami jednak zastanawiam się, czy Polska jest na to gotowa. Skoro najważniejsze to dać tym, co krzyczą najwięcej. A czas pokazuje, że nie ważne ile dadzą, za mało będzie zawsze.
Czy jest tu miejsce na dyskusje o samorealizacji, jeśli narodowe poczucie bezpieczeństwa nie jest spełnione (druga pozycja po potrzebach fizjologicznych w piramidzie Maslowa)?
I tak od tematu rolet przechodzimy do narodowych waśni.
Tak kończy się niedziela.
A przed nami kolejny tydzień wyzwań.

XOXO

Gdańszczanka

(z pasji i urodzenia)

Komentarze

Popularne posty